Prowincja idzie na wybory, to druga z moich satyr. I nieco obszerniejsza niż pierwsza. Ta, ma ponad 300 stron. Jednak nie o ilość, a o jakość chodzi.


Wstęp do książki Prowincja idzie na wybory
Tak mogłaby przedstawiać się cała książka, jak w tym zachęcającym cytacie otwierającym. Niestety, to tylko chwytliwa ściema, nie do końca odzwierciedlająca się w treści. Nie jestem aż tak perwersyjnym twórcą. Satyra rozładowuje napięcia. Lepsze to, od picia wódki.
Nie sprzedajemy papieru toaletowego, nie mamy na wyprzedaży używanych szczoteczek do zębów. Oddajemy książkę, którą można przeczytać albo zachować się typowo, na Polaka: „nie wczytując się w przekaz, zajechać autora”. Wybór pozostawiłem Czytelnikowi.
Czy to jest dobra lektura? Myślę, że inna. Jeśli tylko ktoś, zdecyduje się przezwyciężyć wiekowe kołtuństwo, aby wejść do świata, który ukazuje działanie systemu, dążenia politycznych elit, zmierzających do osiągnięcia korzyści partykularnych, to pozycja ta, będzie „skrojona na miarę”. O pewnych sprawach, należy pisać wprost, przy tym zachowując odrobinę dobrego humoru i zdrowego rozsądku.
Występujący tu seks, definiuje tabu, o którym wolimy nie mówić i nie myśleć. Jasne, że tak – bo preferujemy postawę, wyrażoną w trzech słowach: „poleżeć, popachnieć i zajaśnieć”, a osobiste marzenia i pragnienia, nie urzeczywistniając, skrywamy głęboko. Jednak, to ludzie gotowi są, za kilka stówek sprzedać własne ciało, a model współczesnej „galerianki”, obowiązujący na różnych szczeblach, zależny jest od wieku danej osoby i możliwości środowiskowych. Nie tylko małolata, pragnąca dobrego życia, może skrycie „dawać dupy”. Czynią tak panny „z dobrego domu”, nowoczesne posłanki czy szanowane księgowe oraz religijne matrony[1]. Moralność głoszona publicznie, nie odpowiada zachowaniu na salonach.
Nie udawajmy na siłę, że jesteśmy pobożni. Znam gości, którzy mają żony, są radnymi, wychowują dzieci, ale na boku, mają kilka kochanek. Dodam, nieskromnie: – Nie zazdroszczę im, nic a nic! Jeden zawodnik, rywalizował z własnym ojcem, o ilość „zaliczeń”. Przy tym, nie przeszkadzało mu, że ojciec zdradza jego rodzoną matkę (chciałbym, aby ten fakt został zmyślony). Powaga, bo to przykre.
Inna, niemniej ciekawa historia, wydarzyła się w rodzinie, w której jeden zacny buhaj[2] używał trzech sióstr, a one wiedziały o jego zapędach, dzieląc się nim, walcząc o możliwość spotkania, oszukując się wzajemnie; dwóm spłodził dzieci. Porządne panny, na szanowanych stanowiskach, „ugrzęzły” na prowincji, brały udział w stosunkach na dwie dziurki, zabawiając się tak, że producenci filmów porno, mogliby udać się do nich, prosząc o poradę.
Te sytuacje, o których wspomniałem, są „z życia wzięte”: nie są zakamuflowane i „obłe”.
To, co zdarza się na ekranie monitora, gdy włączamy pornusa, nie jest czymś wyjątkowym i wyreżyserowanym. To rozgrywa się w każdej sekundzie.
Nawet, gdy czytasz ten tekst i stwierdzisz, że to bzdury.
Jeden facet, posiadający dwójkę dzieci, wmawiał mi, że mąż z żoną – tworzący tradycyjny związek, mogą współżyć ze sobą do pięciu minut. Zdawało się mi, że on lekko zazdrościł tym, co w erotyku, mogli „działać” do dwóch kwadransów. Uważał, że porno, to wymyślona perwersja. Mając siedemnaście lat, nie wnikałem w szczegóły. Kiedy nabyłem odrobiny doświadczenia i poznałem trochę życia, to przekonałem się, że nie miał racji.
Ludzie nie wymyślają, ale odtwarzają. Ukrywamy się, zakładając maski – dlatego nic nie wychodzi na wierzch.
Na koniec, ostatnia już historia. Mój znajomy, mieszkał na stancji, u obcej kobiety i jej męża. Mąż szedł do pracy, a on „nie żałował”. Nic w tym dziwnego, bo tak to dzieje się zwyczajowo – już Molier w Świętoszku, ukazał, może nazbyt delikatnie, ale jednak, że nie wolno do domu wpuszczać obcych. Mądry człowiek, przeciwdziała zjawisku „zrogowacenia”, naturalnie wypychając z zasięgu wzroku innych samców.
Wracając do tych dwojga kochanków, to opracowali oni świetną metodę współżycia, jak nawet w pobliżu kręcił się niechciany mąż. Kochanek aplikował lubej wibrator na pilota. Ciekawe? Chodziła z tym ustrojstwem w majtkach, a on, w różnych sytuacjach, podkręcał obroty. Zastanawiam się, jak musiała wyglądać jej buzia, na której rysowało się podniecenie (mąż-kapucyn nie poznawał podniety własnej żony – Wstyd!). Widać, że byli sobą przeżarci.
Życie jest nazbyt malownicze. W polityce, jak w życiu – także wydarzają się przeróżne sceny. Może nie do końca fantastyczne, ale nasze – takie zwykłe, codzienne. Musimy zdać sobie sprawę, że człowiek poddany jest biologii. Jak nie wykorzystuje tego potencjału, to marnieje lub odbija mu szybko, rzucając się na „dekiel”. Nie mogę wskazać, konkretnych starych panien i kawalerów, ale obecni na scenie politycznej, świadczą najdoskonalej o tym, czego dowodzę.
Udajemy dobrych i ogładzonych, ale wciąż jesteśmy niewolnikami natury, a w ciszy i samotności… Mówią, że to grzech. Samo użycie tych powszechnych słów, oznacza zamach na moralność. W sumie racja, tylko, kto nie grzeszył, gdy onanizował się? Religia katolicka, każe kłamać człowiekowi przed samym sobą, obciążać się winą, za dokonany czyn – a nade wszystko, wyspowiadać się – koniecznie, po „niecnym działaniu”. Jestem ciekaw, ile osób o tym mówi? A jeśli już mówią, to czy słuchający, jarają się tym? W końcu, oni też pełni „potrzeby”, a dowodzą tego liczne wynaturzenia, zaistniałe w „łonie kościoła” (pedofilia, seks pozamałżeński). Nic, co ludzkie… – myślmy pozytywnie.
Wierzę w to, że istnieje zapotrzebowanie na książki, ale takie, które wywołują wstrząs, przeżycie lub uporządkują pewne sprawy, dodając nam wiedzy o zakulisowym życiu elit. Czytanie dla czytania – jak dla mnie – nie ma sensu.
Oddaję w ręce Czytelnika rzecz odważną, a wręcz miejscami obrazoburczą. Znajdziecie tu opisy ostrego seksu, niekiedy strzelaniny czy też krwawego rytuału, w trakcie którego przywoływany jest demon. Politycy, aby wygrać wybory, odwołują się do nadnaturalnych zjawisk. Życie, nie wyzwoliło się spod panowania magii i czarów. Dowodzi tego, chociażby rosnąca popularność wróżbitów i wróżek. Szeroko otwórzmy oczy: – Czy aż tak mylę się w tej ocenie? Satyra wszystko przerysowuje – rzecz jasna – ale opiera się na życiowej osnowie.
Bogaty świat Kaczkoduk przejmuje ster!, ukazuje w krzywym zwierciadle, zabawy i życie elit. Polecam książkę, która jest satyrą polityczną i erotyczną groteską, powieściopisarską składanką, doprawioną odrobiną pornografii. To novum, eksperyment i rzecz niebywała.
Kaczkoduk… krąży wokół przeżyć cielesnych, które pojawią się w różnych momentach akcji. Na tle całej książki, sprawią że przed oczyma Czytelnika, wyłoni się zupełnie nowy świat, bez tabu i tajemnic, pełen rozkoszy i zmysłów. Świat współcześnie rządzących, globalnych elit – to chyba właściwie określone miejsce akcji. Globalizm to świetna sprawa, ale nie na obecnych zasadach.
Postarajmy się przekroczyć granicę, absorbując siebie, bez wykonywania gestu poddaństwa, wobec określonej ideologii. Tak tworzy się fabułę z erekcją.
Wolę pisać tego typu książki i przekraczać tabu, niż transmitować narodziny dziecka w mediach społecznościowych. Poza tym, wyjaśniam kilka spraw, związanych z techniką sterowania masami i „rozgrywaniem”, tej tzw. „polityki” (albo „rozgrywaniem polityków”).
Seks to element życia, stary i sprawdzony sposób na stres, spoiwo człowieka, łączące go z wiecznością. To nie jest akt tragiczny i zakazany. Nie tylko elity mogą sobie pozwolić na lubieżne zbliżenia. Ich przedstawiciele odważyli się na to i osiągnęli sukces. Dlatego kochają się – z kim i jak chcą – bo mają za co (proste). Zwykły człowiek, ma nieco mniejsze pole do manewru, ale czy tak zgoła inne potrzeby?
Zawody, związane z polityką i biznesem, narażone są na nadmiar przeżyć. Stąd, w tych środowiskach, większe zapotrzebowanie na rozkurczenie i luz. Seks żyje tam samoistnie, stanowiąc element, tworzący prawdziwy obraz polityki i biznesu. Sfery te, przenikają się i istnieją, jak jedna całość.
Jak działa ten cały system? Kto, z kim i dlaczego? Tego dowiecie się z książki.
Co do seksu… Wiele współczesnych karier zbudowano na „dupie”. Bolesny to fakt, że na tym, a nie kompetencjach, niektóre panny, przeznaczone do wyższych celów, wślizgują się na wyżyny – po wielkich członkach tego świata. Moja książka, prezentuje kilka takich zacnych obrazków. Ma ona bawić, szpecić i rozbudzać zmysły. Wyobraźnia to klucz, ale nie konieczność.
Czytając książkę, macie też zastanowić się: czy nie urozmaicić życia płciowego? To ważne, by stać się spełnionym, jak Dubieniecki czy Kopara. Nie polecam uczyć się z tego, co tu prezentuje, ale wyciągnąć ważny wniosek – człowiek żyje raz, wobec czego zasługuje na pełnię przeżyć. Można zamieszkać samotnie, dzieląc domostwo z kotem albo wybierając staropanieństwo, doradzać innym stosowanie antykoncepcji. Dwulicowość to cecha, a nie domena wielu narodów.
Kolejny element tej powieści, stanowi wątek spirytualny, w którym to elity polityczne ułożyły się z nieczystymi siłami, aby rządzić światem. Wierzyć w to, bądź nie? Z rytuałów korzystają bogaci, jak również z usług ekskluzywnej prostytucji oraz „gejowskich dziwek”.
Nam pozostają wróżbici na SMS[3] czy tarocistki, dostępne na super linii z 0 700… Nad wszystkim czuwa stara, masońska loża. Ład świata, tworzy nienaruszalny system, który w książce objawił swoje oblicze. To, że iluminaci obecni są od tysiącleci, to fakt bezsporny. Zapoznajcie się z metodami działania, tych „wybrańców” planety (posrańców zabrzmiałoby lepiej, lecz nie wypada, na łamach publicznej książki).
Seks, występujący na kartach tej pozycji, nie zna tabu, nie ma też hamulców. Istnieje w sferze marzeń i czynów, jest codziennością, tak zwykłą jak oddychanie czy mycie zębów. Przekonajcie się o tym, poznając salonowe zabawy, w brukselskim domu Dubienieckiego oraz w pałacach premier Kopary, hotelach i biurach czy rezydencjach rządowych.
Seks perwersyjny, z głęboką penetracją i zaspokojeniem, na rozmaite sposoby, seks par homoseksualnych, solo i grupowy. Każdy możliwy seks, z połykiem włącznie. Może to i brutalne, wielu oburzy się, ale jakże prawdziwe, obecne i potrzebne we współczesnym świecie. Nie bądźmy obłudnikami, tacy jesteśmy, o tym marzymy. W tym kierunku zmierzamy, nawet jak publicznie „picujemy się”, głosząc świętoszkowate hasła (glansując na liberałów). Jesteśmy ludźmi i nic, co ludzkie, nie jest nam obce. „Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto” – cytuję w błędnej postaci, jedno zdanie wielkiego humanizmu, wyrażone przez Terencjusza, w komedii Sam siebie karzący[4].
Większość polityków, gdyby poczuła, że z mówienia o wartościach religijnych i narodowych, nie ma już kasy – to uwierzcie, że uszedłby z nich ten patriotyzm, tryskając – jak powietrze z balonika. „Mało błyskotliwe” stwierdzenie, uzupełnia ważne dla mnie motto. Nie patrzę na polityków przez pryzmat wyznawanej ideologii czy kreowanej wiary. Na nich trzeba spoglądać, widząc ciągle potrzebę zdobywania zasobów, która towarzyszyła człowiekowi pierwotnemu.
Życiu moich bohaterów, towarzyszy intryga i żądza władzy, przepełniona codziennością, opływająca w drogiej whisky, a klimat przesyca zapach kubańskiego cygaro. Dziurki na pokład; kto nie orze, ten nie może! Kto nie bzyka ten gej. Ale i gej potrzebuje czasem z fantazją!
Odważycie się na takie plugastwo? Ja dałem radę napisać, teraz może, Wy przeczytacie, pamiętając o zacnej maksymie „nic, co ludzkie…”. Szeroka sieć powiązań biznesowych, często przeplata się ze stosunkami cielesnymi. Drodzy Czytelnicy, czy miewacie stosunki? Na pewno nie jesteście w biznes-sieci (a chcielibyście). Dlatego wielu jest tak podłych, gdyż odczuwa potrzebę pieniądza. Dymając innych, można stać się bogatym – inna droga nie istnieje.
Jeśli liczycie, że w książkach, takich jak moja, istnieją zwroty wulgarne, które obrażają estetykę – to jest mi cholernie przykro, gdyż w telewizji publicznej i gazetach, głośno było o zacnych tego świata elitach, które widziały: „chuja, dupę i kamieni kupę”. To w tej telewizji i tych gazetach, wyzywano ludzi od „komunistów i złodziei”. Wreszcie – tak na sam koniec, za pośrednictwem tych mediów, toczy się bezsensowny spór, trawiący niejeden kraj, na którym zyskują nieliczni, a w młynku publicznych dotacji, mieli się plugawe słowa, które ranią, bolą i głuszą prawdziwego ducha „człowieków”.
Oby ten „świński róg obfitości”, zaprzestał wydawania chocholich jęków, a jeden kraj i naród, nigdy więcej nie zaznał słów „gorszy sort”. Oby żadna kanalia, nie poderwała się, aby gładzić innych.
Szanuję Państwa i staram się robić, co w mocy mego umysłu, aby docierały do Czytelnika treści wysokie, zdominowane jakością. Chciałbym, aby Czytelnik nie doszukiwał się w potknięciach, idei do krytyki, a także rozumiał iż wiele słów użyto celowo, a dialogi (nawet te nasze i codzienne), nie są tak błyskotliwe i idealne, a literatura powinna odzwierciedlać rzeczywistość, zamiast tuszować i kolorować fakty. Liczę na to, że książka zostanie przyjęta ciepło; ja mam w sobie ogromny entuzjazm ku temu. Pamiętajmy, że fikcyjny świat bohaterów ma służyć naszej rozrywce i przemyśleniom, a nie doszukiwaniu się jakichś analogii, które najzwyczajniej w świecie nie istnieją.
Zupełnie poważnie, na sam koniec, nie każde słowo uznane za błąd, będzie nim w tej pozycji literackiej. Wszelkie tekstowe wyczyny, zostały zamierzone i uczynione z pełną premedytacją, gdyż książka ta powstała, stworzona stylem „jebitnym” (nie mylić z „wybitnym”).
Przypisy do tekstu:
[1] Matrona – starsza kobieta, zachowująca się statecznie i dostojnie.
[2] Buhaj – samiec rozpłodowy bydła domowego.
[3] SMS – Short Message Service. Krótka wiadomość tekstowa wysyłana lub odbierana przez telefon komórkowy.
[4] Homo sum, humani nihil a me alienum puto – wers 77 komedii Terencjusza Sam siebie karzący.
Prowincja idzie na wybory! – fragment

Polecam:
Prowincja Pełna Wiochy brutalny fragment o Polsce
Prowincja Pełna Wiochy (2016) satyra

2 komentarze do “Prowincja idzie na wybory – fragment wstępu”