Trzy książki, tyle napisałem w pełni. Jednak, szkiców i zapisków mam nacznie więcej. Mówię tu o pozycjach wydawniczych, oficjalnie wydanych i wpisanych do rejestru ISBN.
To było do 2016 roku, potem 10 lat zupełnie nic. Długa przerwa, ponad dekadę. Czas na zupełnie inne rzeczy i sprawy. Dziś powoli zaczynam za tym tęsknić i myślę, że czas mi do tego powrócić.
Powrót po dekadzie ciszy
Napisałem trzy książki. Trzy zamknięte światy, trzy historie, które przeszły drogę od pomysłu do materialnej formy – oficjalnie wydane, zarejestrowane, oznaczone numerem ISBN. To nie były tylko teksty. To były etapy życia, momenty skupienia, wewnętrznego napięcia i potrzeby wyrażenia czegoś więcej niż codzienność.

A jednak, to tylko część prawdy
Bo obok tych trzech ukończonych projektów istnieje coś znacznie większego – szkice, notatki, urwane wątki, pomysły zapisane na marginesach życia. Fragmenty historii, które nigdy nie doczekały się finału, ale nigdy też nie zniknęły. One po prostu czekały.
Do 2016 roku pisanie było obecne. Potem przyszła cisza.
Dziesięć lat przerwy i tylko trzy książki
Nie była to pustka bez znaczenia – przeciwnie. To był czas innych doświadczeń, innych priorytetów, innych dróg. Życie przesunęło akcenty. Pisanie zeszło na dalszy plan, nie dlatego, że przestało mieć wartość, ale dlatego, że były rzeczy, które wymagały większej uwagi. Potrzebowałem spokoju i wyciszenia, czasu dla najbliższych.
I tak minęła dekada
Dziś wraca coś, co trudno zignorować – tęsknota. Nie za samym procesem pisania jako czynnością, ale za stanem, który temu towarzyszy. Za tworzeniem świata od podstaw. Za kontrolą nad narracją. Za możliwością powiedzenia czegoś w sposób, którego nie da się wyrazić inaczej.
To nie jest powrót z przypadku.
To jest powrót świadomy.
Trzy książki
Bez presji, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Powstały całe trzy książki. Z doświadczeniem, którego wcześniej nie było, mogę pokusić się o kolejne trzy. Z inną perspektywą. Być może z większą surowością wobec własnego stylu, ale też z większą precyzją.
Pisanie po dziesięciu latach nie jest kontynuacją. To jest nowy etap.
I być może właśnie dlatego ma sens. Zobaczymy. Obudziłem się w rzeczywistości, w której mamy AI – czyli, człowiek nie musi sam pisać książek, nie potrzebuje sztabu recenzentów i korektorów. To dla self-publishingu oznacza, że staje się on bardziej profesjonalny. Jeden system AI daje moc 100 ludzi.
Mógłbym skorzystać z sugestii AI dotyczących gramatyki, ale ono zetnie mój styl, będzie upraszczać. Więc, odpada. Mógłbym prosić o poprawę literówek i błędów, tu może być pomocna. Nigdy bym nie wykorzystał AI do pisania.
Polecam
Śmierć współczesnego człowieka
Love made in PRL i wielka miłość
Alfons Łupkowski – biografia, życie i wspomnienia
